Podobnie było po porodzie. Widok Juniora nie sprawił, że wszystko co wydarzyło się na sali porodowej przez 8 godzin i 20 minut poszło momentalnie w zapomnienie, tak jak wielokrotnie czytałam.
Pierwsze tygodnie spędzone samotnie w domu z Juniorem były dość męczące. Cały miesiąc siedzieliśmy "zamknięci" w domu. Mam wrażenie, że w pewnym momencie wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli a ja przestałam nadążać. Kładłam się, spałam mocno i intensywnie śniłam a gdy budził mnie płacz na nowo docierała do mnie rzeczywistość, która mi się nie podobała.
Czułam, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że podchodzę do wszystkiego obojętnie, że nie ma w tym emocji a jest obowiązek.
Z tygodnia na tydzień łamałam swoje wcześniejsze założenia i przykazania szpitalne bo najzwyczajniej nie dawałam rady. I tak: z karmienia strzykawką przeszliśmy na butelkę, pojawił się smoczek, potem drugi i trzeci ale (ku mojej uldze) Michał ich nie tolerował i do tej pory nie toleruje, no i największa moja bolączka - zakupiliśmy mleko modyfikowane i się dokarmiamy.
Każda decyzja wywoływała u mnie wyrzuty sumienia ale i po jakimś czasie poprawiała samopoczucie i dawała więcej swobody.
Rozmawiając ostatnio z mężem zapytałam co czuł kiedy Michał pojawił się na świecie.
Odpowiedział, że wówczas nic ale teraz czuje jakby dziecko było z nami zawsze choć minęło zaledwie kilka tygodni.
Tyle czasu potrzebowałam aby zauważyć, że mój syn jest dużym ładnym chłopcem, który się uśmiecha a mnie wcale nie interesuje czy robi to świadomie czy nie.
![]() |
| fot. Katka Junior śpi w "dorosłym" łóżku |
Kochamy naszego Małego Szkraba choć mam wrażenie, że nie była to świadoma miłość od pierwszego wejrzenia.
