BLA BLA BLA

JUŻ NIEDŁUGO NOWA ODSŁONA: CIĄŻA PO CZESKU, CZESKIE CHYBY czyli CZEGO NIE MÓWIĆ W CZECHACH, JAK ŻYĆ NA CO LICZYĆ A NA CO NIE.

sobota, 28 grudnia 2013

"..."

     Oczyszczam umysł, relaksuję się....w wannie u rodziców :)
Przyjeżdżając do domu rodzinnego nie przepuszczam okazji kąpieli. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego wszystkie matki mówią, że zamykają się w łazience.
     Gdy Junior już śpi a ja mam jeszcze trochę siły (o co u dziadków łatwiej bo nie jestem cały dzień samotną matką) robię to samo. Łazienka nie jest wyjątkowym obiektem SPA ale mi wystarczy zapachowa świeca lub waniliowy olejek do kąpieli i odpływam. 15 minut i człowiek czuje się inaczej...
     Czuję się jak "podróbka szczęścia z fabryki na Tajwanie". Nic mi nie pasuje. Ja do niczego nie pasuję i nawet chyba nie chcę. Jest mi totalnie wszystko jedno choć nie powinno.
Nie jestem optymistką. Nigdy nie lubiłam kiedy mówiono mi, że mogło być gorzej albo kazano mi cieszyć się, że "mam dwie ręce". Takie hasła nigdy nie pomagają a wywołują w dziecku niepotrzebne emocje: przygnębienie czy wręcz poczucie winy. A ja dobrego wychowania i poczucia winy mam po dziurki w nosie. Dziś jestem dorosła i wiem, że po to mam dwie ręce aby je wykorzystywać. Brać, dawać, działać. Nie czuć się winna.
     Boli mnie kilka rzeczy. Niewykorzystana okazja, niedoczytana książka, niewiedza, nie zakończona miłość, nietrzymanie standardów...tak sobie o tym wszystkim ostatnio myślę. Męczy mnie brak perspektywy powrotu na stanowisko. Kolejną rzeczą jest nieproporcjonalność zmian jakie zaszły w moim życiu. Nic już nie jest moje. Nawet mój czas nie jest już mój.
     Nie lubię tego stanu, grubych bab ani chudych bab, pracy i bezrobocia, spania i wstawania i wszystkiego co mnie otacza. Po prostu nie. Tyle znad wanny.

     Po kilku tygodniach dobijania się oddzwoniłam w końcu dziś do koleżanki "czerwcówki". Wcześniej i podróż i Czechy i inne sprawy....Gdy usłyszała, że łamie mi się głos zaproponowała, że jeżeli tylko jestem w Polsce i po nią przyjadę to odwiedzi mnie i zostanie na dwa dni. Zagroziła, że jeżeli się nie odezwę to będzie mnie napastowała telefonami. Spodobała mi się ta groźba.
     
     

wtorek, 24 grudnia 2013

VESELÉ VÁNOCE

     Ponieważ w Czechach Zlaté prasátko ma przynieść szczęście i dobrobyt 
na cały kolejny rok...
aby nikt z Was nie przegapił przemykającego gdzieś obok prosiaczka
tym złapanym na naszej choince dzielę się z Wami!



Spokoju i miłości!

ZIELONA WIGILIA

     Wracając do Polski nie mogliśmy przegapić Jarmarku w Opavě.
Przegapiłam Jarmark w małym miasteczku ponieważ byłam przekonana, że inauguracja zapalenia choinki go rozpocznie. W większych miastach jarmarczne stragany są rozłożone o wiele dłużej. Pozazdrościłam więc Patty, która zdążyła być już nie tylko na brnieńskim jarmarku ale i tym budaperskim :)

     Co prawda czekoladowych krecików nie udało mi się znaleźć (nie przypominam sobie aby były one również w poprzednich latach na straganach) ale zapach unosił się od bramboraków, smażaków i "sważaków" (grzane wino) po prażone kasztany, które oboje pierwszy raz w życiu próbowaliśmy. 
Ze świątecznymi jarmarkami kojarzą mi się przede wszystkim pierniki.
 


     W domu czekało na nas przedwiośnie. Ani śladu po porywistym, zimnym, morawsko-śląskim wietrze. Czekało również mnóstwo pracy bo ostre słońce słońce uwydatniło brud na oknach, kurz na meblach i wiele innych "niedoskonałości". Gdyby to nie były pierwsze święta Juniora to nie wiem czy zdecydowalibyśmy się wyciągać choinkę. Mamy małe sztuczne drzewko, które w dzień nie zachwyca ale wieczorową porą "robi klimat" a Junior jest zachwycony światełkami.
     Nie zdążyłam ze wszystkim. Prawdę mówiąc z mało-czym. Dwa dni lepiłam pierogi. Na uszka nie starczyło mi już siły. Barszcz kisi się dopiero trzeci dzień, będzie na "po świętach". Pieczony i smażony karp czeka już w piekarniku. Jak co roku ryba była zakupiona na "sadkach". Ciast nie tknęłam ale makówki są. Prezenty symboliczne. 
     Wigilia w tym roku przypada u teściów, w pierwszy dzień świąt pojedziemy do moich rodziców a drugi mam nadzieję już u siebie. Zaraz zacznę dopakowywać rzeczy na wyjazd ponieważ część walizki mam już spakowane z poprzedniej podróży.  
Czyżbyśmy byli cały rok w podróży ? :)

Kompletnie nie czuję świątecznego klimatu i tylko myślę jak ja przy tej temperaturze te pierogi przewiozę.... 

niedziela, 22 grudnia 2013

6.MĚSÍCŮ czyli ZBOJ ČISLO JEDNA

     Junior w tym tygodniu skończył pół roku. Nie napiszę jak ten czas szybko zleciał bo były i nadal są momenty kiedy myślę, że dzień nigdy się nie skończy a moje dziecko nie pójdzie spać :) Patrzę na niego i widzę już sporego dzieciaka.  Paradoksalnie właśnie tego mi żal, że już taki duży. Gdzie moje Miminko?

fot. Katka     Gdzieś podczas upalnego czerwca 2013....

     Z okazji półrocznicy byliśmy u pediatry. Na kontrolny "przegląd" i trzecią dawkę szczepienia. Wg czeskiego kalendarza szczepień jesteśmy miesiąc opóźnieni ponieważ Junior dostał w Polsce szczepienie "spod lady" na gruźlicę. W Czechach dzieciom podawane są szczepionki skojarzone i są one bezpłatne. Rodzice płacą za dodatkowe szczepienia np. pneumokoki.

 To tylko przedsionek pięknej poradni-to nawet nie poczekalnia!

     Pan pediatra jest "szwejkowaty" jak określił mój mąż. Jest również bardzo dobrym kardiologiem.
      Junior stał się nadpobudliwy i nie pozwoli się położyć na plecy bo od razu robi obrót na brzuszek a kolejne próby przewrócenia go kończą się krzykiem. Ubieranie czy zmiana pieluchy stało się prawdziwym wyzwaniem. Lubi być noszony ale zaczął się odpychać. Noszącego traktuje jak ściankę wspinaczkową. Tak też było w poradni. Nie mogłam go uspokoić. Był problem aby go rozebrać. Potem tego golasa nie mogłam utrzymać na macie. Wzięłam go na ręce medytując aby mnie nie obsikał ale nawet to go nie uspokoiło. Podeszła do mnie sestřička i wypowiadajac zdanie "to je zboj čislo jedna!" wzięła go na ręce abym mogła sięgnąć po zdravotní průkaz, po który w międzyczasie wysłałam męża do mieszkania bo wydawało mi się, że go nie zabrałam....

      Po wstępnych "oględzinach" czyli ważeniu, mierzeniu i wywiadzie przebrnęliśmy w końcu do gabinetu pana doktora, który zapytał jak się ma maluszek a zaraz potem jak się ma mama od porodu....


 JUNIOR:
  • waży 8,600
  • mierzy 70 cm (choć wg mamy 72)
  • obraca się w każdą stronę, wspiera na dłoniach siedząc na nogach
  • interesuje go wszystko co nie jest zabawką, zwłaszcza jak świeci
  • reaguje na różne dźwięki, natężenie głosu, ton 
  • jeszcze nie siedzi ale już chce chodzić
.........a jak się czuje mama? Odpowiadając krótko na pytanie lekarza - dobrze :)

niedziela, 15 grudnia 2013

ZRÓB SOBIE RAJ

     Mógłby mi ktoś teraz przynieść śniadanie do łóżka - pomyślałam patrząc na Michałka a ten tylko westchnął. Nie wiem skąd się tego nauczył po czym znowu zaczął figlować. Z brzuszka na plecy, z pleców na brzuszek, odbicie nogami wspierane oparciem głowy o materac. Postęp żaden byleby pupa była wysoko. Tak jest tylko przez krótką poranną chwilę. Potem grymaszenie, które ma wymusić jakąś reakcję ze strony mamy, która stara się jak najdłużej trzymać zamknięte oczy czuwając jednocześnie. Jest po piątej albo przed szóstą bo to lepiej brzmi. Jesteśmy sami. Wieczorem pojedziemy na lotnisko odebrać tatę.

niedziela, 1 grudnia 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ - třetí a čtvrtý týden


     W zeszłym tygodniu nie wzięliśmy udziału w samym konkursie ale przecież w SamoSiowym projekcie chodzi o wspólnie spędzony czas a konkurs to tylko kolejna nutka adrenaliny :)
     Bardzo fajnie się złożyło ponieważ zeszłotygodniowe zadanie brzmiało:
niemowlak nie lubi..., niemowlak uwielbia...a ponieważ Michał skończył 5. miesięcy pomyślałam, że będzie to dobrym podsumowaniem tego okresu. Wisienką na torcie jest zadanie z tego tygodnia - Minki chłopczyka i dziewczynki  czyli kolaż zdjęć z minkami z tygodnia.

5. MĚSÍCŮ

     Prawie dwa tygodnie temu Junior skończył 5. miesięcy a kilka dni przed tym wydarzeniem zakończył mi się urlop macierzyński. Do firmy wysłałam prośbę o zaległy urlop wypoczynkowy i informację, że przechodzę na urlop wychowawczy. I choć pracodawcy taka informacja wystarczy to dla mnie okazał się to początek drogi o tzw. rodičovský příspěvek czyli pulę pieniędzy przeznaczoną dla rodzica, który będzie sprawował całodzienną opiekę nad dzieckiem.     

niedziela, 17 listopada 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ - druhý týden


     W zeszłym tygodniu napisałam, że nadrabiamy ponieważ temat jest bardzo fajny.
Ręka w górę kto nie lubi zbierać rzeczy, które się kojarzą. Do tej pory w słowniku angielskim mam zasuszony kwiatek, który dostałam podczas pracy w Niemczech, za czasów gdy Polska o Unii nie myślała.
     A do pudełka z pamiątkami z dzieciństwa można tyle wspomnień włożyć, które za kilka lat będziemy mogły naszym maluchom opowiadać. Jest to również "szkrzynia" naszych skarbów. Nasze pamiątki są w całkiem zwykłym ale solidnym pudełku, które otrzymałam jeszcze w szpitalu jako kolejny "baliczek" z gazetami i próbkami. Tekturowa walizeczka jest solidna i pojemna i od początku wkładam do niej pamiątkowe rzeczy Małego.

wnętrze naszego pudełka skarbów i pamiątek

Znalazły się w niej:
  • kartka zaadresowana do "Kochanego Męża i Prawie Taty"
  • podełko-teczka ze wszystkimi papierkami z badań, które wykonywałam podczas ciąży oraz zdjęciami USG a także moja własna książeczka zdrowia, wydana 30 lat temu w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej gdzie na ostatniej stronie znajduje się wpis o pobraniu masła z III i IV rzutu :)
fot. KaTka                                    TO pamięta jeszcze stan wojenny....  :)
  • pierwsze ubranko i niedrapki, które założyłam na przyjazd dziadków z wizytą do Czech
  • kartki z życzeniami od prababci (na zdjęciu), dziadków i znajomych

fot. KaTka                                           Junior trzecia doba po porodzie
  • nasze "szpitalne identyfikatory" 
  • karta z danymi, która była przypięta do szpitalnego mobilnego łóżeczka
  • 3 smoczki, których junior nigdy nie chciał i strzykawka, którą był dokarmiany (choć do tego gadżetu mam najmniejszy sentyment:)
  • czerwona kokardka "na urok", która była przypięta do wózeczka
  • bucik nie do pary, drugi został zgubiony podczas wizyty w zoo (buciki otrzymaliśmy od wujostwa. Innych Junior nie posiadał i nie posiada, szpanowaliśmy tą jedyną parą :)
Ponieważ w naszych skarbach znajduje się  odbicie stópki wykonane na sali podczas "mierzenia i ważenia" a junior kończy dziś 5. miesięcy - wczoraj wykonywaliśmy ponowne odbijanie i na nogach się nie skończyło :)


 fioletowa stopa wykonana 17.06.2013

PODSUMOWANIE:
Rzeczy "zachowane" to nasze wspólne wspomnienia.
Do pudełka dołożymy jeszcze kilka ale myślę, że już nie za dużo. 
Na pewno będzie to pierwsza maskotka ( o ile Junior przestanie kiedyś się nią bawić:) i gryzak.  
Do skrzyni skarbów nie wkładam zdjęć ponieważ mamy książkę, w której zapisujemy ważne rzeczy i ilustrujemy je naszymi zdjęciami.
A rzeczy takie jak te.....

 po upiększeniu lądują w osobnej teczce.

Dziś, tj. 18.11.2013 znalazłam list od mojego męża, wysłany do "nas" do Czech na walentynki w lutym tego roku - dołączył do pudełkowych pamiątek

ZMIENIAMY SIĘ powoli ale ZAWSZE

      A żeby nie było, że przy pisaniu trzyma nas deklaracja projektu samosiowego to zapytam Was o zdanie i pokażę co tam w rękawie chowam :) Nosiłam się z zamiarem zakończenia przygody z blogiem. Okres ciąży się zakończył a o codziennym macierzyństwie relacji na bieżąco zdawać nie chcę. Zaczęłam nawet kiedyś pisać o tym w jednym z postów ale nie miałam odwagi aby był on moim ostatnim. Za bardzo się wciągnęłam w podglądanie i pisanie i zapewne brakowałoby mi tego.    
     Pojawił się jednak pomysł aby podzielić się z Wami swoim doświadczeniem z ostatnich dwóch lat i swoimi pasjami. 
     Chcemy pisać o życiu polsko-czeskim, podróżach tych bliskich i tych nieco dalszych, smakach, ludziach. Uznaliśmy, że tematy będą jak lentilky kolorowe a że i Polska się w nich przewija to Pe-eL pozostanie.
Zatem czekają nas zmiany i tu chcę zapytać Was o zdanie.
     Zdecydowałam się na taki oto układ. 




      Uwierzcie mi, że pomysłów było od groma ale całość musi grać i być czytelna zatem po selekcji pozostało to co widzicie. Zabawy z logo, zdjęciami, ulepszeniami itp. kończyły się ogólnym niezadowoleniem i moją frustracją :)
W tym sketchu pozostaje jedynie zdecydować jak będą prezentować się wpisy a potem....podopieszczać grafiki, zmienić "kategorie" (ciąża po czesku-będzie jednym z nich). Ufff - to jeszcze zajmie sporo czasu.
     A teraz najlepsze :)
Standardowo powinnam napisać, że masz mnie polubić, udostępnić post u siebie i zostać obserwatorem ale polubić nie ma co, jak o nas wspomnisz kiedyś u siebie to będzie nam miło a jak zdecydujesz się do nas regularnie zaglądać to już w ogóle będzie nasz sukces!!!
    Zatem jedyne co trzeba zrobić to w komentarzu wskazać któryś ze wstępnych szablonów, ewentualnie napisać jakieś swoje sugestie czy podpowiedzi.
    Wśród komentujących wylosujemy potem kogoś kto coś dostanie :)
Taka to niespodziankowa-niespodzianka na takie zadanie nieskończonego szablonu :)

niedziela, 10 listopada 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ - první týden

Większość z Was nie tylko słyszała już o projekcie SAMO_SIĘ ale bierze w nim udział.
Dla zabieganych i niezorientowanych mam obok zamieszczam link do strony projektu gdzie można poczytać o tej inicjatywie.

My nie jesteśmy lepsi. Cały tydzień zabiegani, rozjeżdżeni, już sami nie wiemy gdzie śpimy.
A nasze dziecko? No gdzie ma być jak nie z nami?
     Tak jest od samego początku. Junior przez 8 miesięcy aktywnie podróżował z mamą w brzuchu. Przez ostatnie kilka dni przejechał z rodzicami ok. 600km i zaliczył łącznie dwa bliskie nam kraje :)

Junior poznaje świat.
ROŚNIE I CORAZ WIĘCEJ POTRAFI
Pod taką kategorią wiekową bierzemy udział we wspomnianym projekcie.

A jak się bawiliśmy w pierwszym tygodniu?
Wspólnie!
czyli
Zabawa z Mamą i Tatą

w roli głównej:
Junior
ma 4,5 miesiąca. Reaguje na dźwięki, miny, otoczenie. Łapie wszystko co ma w zasięgu ręki. Skrobie, dotyka i targa. Bacznie obserwuje i nasłuchuje. Lubi z nami przebywać bo...musi :)

Częste WYJAZDY czy SPACERY służą nowym obserwacjom. Junior bacznie spogląda na wszystko dookoła niego a my w miarę możliwości pozwalamy mu poznawać to i owo. Cieszy go to bardzo.

fot. KaTka                                                                                                                     Junior na dywanie z liści
Aktualnie przechodzimy etap fascynacji drzewami choć jak widać nie tylko...

POZNAJEMY PRZEZ DOTYK
Dajemy "potargać" sobie twarz, szyję, włosy,chwytamy za kończyny, bawimy się stópkami. 
Ale też podchodzimy do różnych rzeczy i macamy. Gdziekolwiek się jest w każdym pomieszczeniu jest przecież coś do "zbadania". Miękka narzuta, zwiewna firanka, zimna szyba. Poznajemy faktury. Wielka kula zgnieciona z papieru czy zmiętoszony worek z grubszej szeleszczącej folii jest niezwykle interesujący (uwaga ten typ poznawania wymaga nadzoru osoby dorosłej :)

CZYTANIE I SŁUCHANIE
Junior na pamiątkę swoich pierwszych Targów Książki w Krakowie, otrzymał od nas wiersze dla dzieci Juliana Tuwima (i nie tylko ponieważ rodzice wspominając dzieciństwo zakupili synowi również komiks Papcia Chmiela, który dopiero czeka na Malca :)
W tym tygodniu tata deklamował "Lokomotywę"
    fot. KaTka                                                                                                 na zdjęciu "Tańcowały dwa Michały"
Dziadek kupił wnukowi pierwszą bajkę na CD - "Tomcia Palucha". Jeżeli ktoś dwadzieścia kilka lat temu miał takie nagranie na kasecie (jak ja) czy na płycie winylowej (jak mój mąż) to jest to dokładnie to samo :) Dziecko póki co nie doceniło tego fantastyczne zrealizowanego słuchowiska. To co namacalne bardziej go wciąga, nawet jeżeli czytany tekst już mniej.

OBSERWACJE
  • leci, leci samolocik - jesteśmy na etapie rozszerzania diety. Zanim łyżeczka trafi do buzi, samolocik z dostawą nowej porcji niezbyt gwałtownie i niezbyt długo meandruje. Dziecko wodzi oczkami na dłonią z posiłkiem.
  • a kuku - jak aktor za kotarą, mama raz chowa raz pokazuje twarz za naciągniętą w dłoniach tetrową pieluszką. Dziecko również może "znikać" pod taką czarodziejską tetrą :)
   fot. Michał                                                                                                               Mama bawi się w "a kuku"
Autorskie wymysły Taty:
  • obroty-chichoty - osoba pokazuje się leżącemu dziecku raz "normalnie" raz "do góry nogami". Juniora to bardzo śmieszy. Zapewne rozróżnia tą samą twarz ale widzi ją inaczej. To samo można wykonać spacerując z wózkiem.

   fot. Michał                                                                                                                  Junior na spacerze
  •  czkawka-rzucawka - osoba (w pozycji dowolnej) trzymająca dziecko co jakiś czas podskakuje

  • koparka (jak zwał tak zwał:)- leżymy, na klatce kładziemy sobie zabawkę lub inny bezpieczny przedmiot, który dziecko podczas podnoszenia może złapać i zabrać ze sobą "do góry"
   fot. KaTka                                                                                                                             
 Junior niestety ma "parcie na szkło". Kiedy trzymam aparat w dłoni zaczyna pozować i po zabawie...


PIELĘGNACJA
 Tata odpowiada również za wieczorną kąpiel. Ja ze swoimi patyczakowatymi rękoma nie potrafię swobodnie manewrować Juniorem, który waży już 8,1 kg.
Nigdy nie używaliśmy mat, gąbek-wkładek czy leżaków-podpieraków.
   fot. KaTka                                                                                                               jak się Junior bawi w kąpieli

Kąpiel to manewry w wodzie np. sztuczna fala - podtrzymywane dłońmi dziecko jest poruszane do przodu i do tyłu, leżenie w wodzie na brzuszku - wanienka jest już na tyle dopasowana, że od jakiegoś czasu pozwalamy dziecku aby samo się podpierało (wszystko odbywa się pod kontrolą).
Junior ładnie trzyma główkę nad wodą choć początki obfitowały i w inne doświadczenia (posmakowanie wody:)
Po kąpieli jest masowanie, przewracanie z brzuszka na plecy i odwrotnie.

 EPILOG
     W tym tygodniu nie stworzyliśmy niczego autorskiego. Czynności które wykonywaliśmy były rzeczami do wykonania wszędzie i przez każdego.












niedziela, 3 listopada 2013

TEMATY NIEWYGODNE

     Od jakiegoś czasu zaciskam zęby ale słabo mi to wychodzi bo co rusz wybucham złością i żałością. I nie umiem i nawet nie będę z tym walczyć. Nie powinnam nawet o tym pisać.
     Mam dość podchodów czyli wciąż powielanych pytań o to samo. Mam wrażenie, że gdy odpowiedź jest niesatysfakcjonująca dla pytającego to ten wierzy, że należy pytać do oporu aby usłyszeć to co się chce. Mam pretensje do męża, że na "trudne" pytania ja muszę odpowiadać.
One dla mnie trudne nie są - są niewygodne dla pytających!
     Przed dwa dni pytano się mnie co jem - odpowiadałam, że wszystko. W końcu podejrzliwe zapytano się mnie czy karmię. Odpowiedziałam, że już nie - myśląc, w duchu że co to w ogóle kogoś obchodzi. Pytanie o to jak karmię padło jeszcze ze trzy razy - nie wiem może w tym czasie miałam się namyśleć (?!). Oprócz rozczarowania na twarzy usłyszałam hasła "a to dlatego On ciągle taki głodny", "dziecko do roku powinno się karmić" itp. Dla zainteresowanych słowa te nie zostały wypowiedziane przez kobietę!
     Pewnie stałam się wyrodną matką, która nie karmi bo jej się nie chce. A to mleko z piersi to pewnie do kawy sobie wlewa.
     Druga wciąż poruszana kwestia to "kiedy chrzciny?".
Nikt nie pyta kiedy chrzest - tylko chrzciny?
     "Na razie nie chrzcimy" odpowiadam wymijająco i w tym czasie połowa zainteresowanych się zapowietrza a druga zaczyna wywody, które powinny wg nich jakoś do mnie uderzyć.
Jako człowiek wychowany w wierze katolickiej, który uczęszczał do szkoły katolickiej, w której ksiądz lubił dziewczyny a kochał kobiety i ostatecznie dla tych drugich porzucił habit co jest godne szacunku bo zapewne nie była to prosta decyzja ale jedyna słuszna. Uważam, że bardziej z tradycji niż jakiegokolwiek wyboru, dokonujemy pewnych czynności. Bo tak wypada. W końcu mamy ok. 30 000 księży i tysiąc razy tyle zadeklarowanych wiernych. O praktykujących się już mniej wspomina.
     Mam powody dla których nie podjęłam decyzji o chrzcinach. Co nie znaczy, że Junior nie zostanie ochrzczony. I mogą się wszyscy obruszać. Przypinać mi łatki kogoś, kim zapewne nie jestem.
     Mój syn ma wyróść na dobrego człowieka, który będzie trzymał się zasad.
A to w co będzie wierzył to sam odnajdzie bo wszak nie ma ludzi niewierzących, każdy się czegoś boi.

Na Krakowskich Targach Książki podczas wykonywania przeze mnie zdjęcia moim mężczyznom podszedł do mnie pan i zapytał czy może zrobić im również zdjęcie do gazety....



 .....zdjęcie ukazało się w krakowskim Gościu Niedzielnym.

To już druga prezentacja Juniora w gazecie - premierowa w Polsce :)


    

wtorek, 29 października 2013

4 MĚSICE JUNIORA

     Wczorajszego wieczora gdy moje ciało zaległo na kanapie wiedziałam, że pozostanie tam na dłużej. Wciąż zerkałam na zegarek pilnując aby zdążyć przed północą, aż w końcu obudziłam się po 1:00...bo Michałek poczuł się głodny.
     Nie nadrobiłam zaległości o moich ulubieńcach. Po dość długim czasie uzbierało się tego trochę u Was. Ale ja muszę mieć czas aby na spokojnie przeczytać czy problemy Antoniego się skończyły, czy Szymon dotrzymał obietnicy i wyzdrowiał przed weekendem, co tam u naszych imienników i co Banda Czworga wymyśliła...a przecież jeszcze dzieci dwujęzyczne czekają.

     Powyższy tekst zaczęłam pisać 18. października, dzień po ukończeniu przez Juniora 4 miesięcy. Jak widać mimo najszczerszych chęci nie udało mi się go skończyć. Bo jak każdy wie, same chęci nie wystarczą - potrzebny jest jeszcze pomysł, chwila spokoju i odrobina energii. Pomysłów nam w życiu nie brakuje ale chwile spokoju to towar deficytowy i ostatnio wykorzystywany przeze mnie maksymalnie na regenerację energii. Tak mi się przynajmniej wydawało zanim odkryłam, że zaśnięcie na starej kanapie w pozycji byle jakiej nie przyczynia się w żaden sposób do zwiększenia mojego potencjału energetycznego.

fot. KaTka               Mały Szantażysta
      Pisałam kiedyś jak bezemocjonalnie odebrałam początki macierzyństwa. Teraz spoglądam na niego  i myślę, jaki On jest ładny. Pewnej nocy przebudził się mój mąż i zapytał co robię.  "On jest taki ładny"- odpowiedziałam. "No śliczny jest, śliczny..." - wymamrotał przekręcając się na drugi bok :)
     I choć w oczach Miśka widzę, że czają się tam jakieś chochliki, które każą mi się bać momentu gdy ten porzuci leżenie na macie i zacznie być bardziej mobilny to uważam, że Junior jest najlepszą rzeczą jaka mi w życiu wyszła. Dosłownie i w przenośni...

 
źródło: książeczka zdrowotna Michała

JUNIOR

  • wzrost 69 cm
  • waga 7,445 kg
  • oczy - kolor nieokreślony, za to włosy - blond
  • najedzony w nocy śpi bez problemów zupełnie inaczej niż w dzień(:
  • uwielbia jabłka marchewki nie znosi, ogólnie apetyt mu dopisuje
  • chwyta wszystko co w zasięgu ręki, trzyma mocno, potrafi rzucić
  • chwyta za stópki
  • temperamentny i charakterny

czwartek, 17 października 2013

CESTUJEME czyli GDZIE NAS NOSI

     To nie tak, że siedzimy w domu. Matkę nosi, zwłaszcza tą debiutującą, która przyzwyczajona do swobody została nagle przybita obowiązkami. Nie nic nie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, wiedziałam co mnie czeka. Może nie byłam świadoma do końca jak to będzie wyglądać ale tego nikt nie wie tak naprawdę.
Nie przytłoczona - przybita. 
     Choćby sobie radzić nie wiadomo jak dobrze nadchodzi dzień, w którym wstajesz i nie możesz patrzeć się już na nic a ten człowiek w lustrze staje się twoim wrogiem. Wiesz, że nie przebrniesz.
Ciężko za cokolwiek się zabrać. Wszystko męczy lub staje się niemożliwe. Wtedy trzeba się zregenerować.
I dlatego o smutach nie będzie bo to w końcu po czesku jest :)
     Należę do grona tych szczęśliwych kobiet, które są zmotoryzowane. Mimo, że Junior nie robi jeszcze wokół siebie rozgardiaszu to tylne siedzenie mojego auta przypomina czasami bawialnię. Kocyk, zabawki, lusterko z małpką i torba z niezbędnikami wypchana po brzegi. I tak zaopatrzeni w ostatnich tygodniach byliśmy z Juniorem:

na spotkaniu "Czerwcówek", które odbyło się w Karczmie pod Blachą w Krakowie - gdzie spędziliśmy cały dzień !

fot. Czerwcówka :)                    Spacer wzdłuż Błoni
     Nigdy bym nie podejrzewała, że takie spotkanie może być dla mnie atrakcją :) No cóż z wiekiem potrzeby się zmieniają.

Aby "być na czasie" pojechałam na szkolenie do Izby Architektów do Katowic.

Ostatni raz byłam tam kilka lat temu, kiedy zdawałam egzamin na uprawnienia. Potem nie było mi po drodze z katowicką izbą.

Aby żonę dowartościować, mąż wysłał mnie na spotkanie "Rekinów Biznesu" które odbyło się w Hiltonie. A i owszem było miło ale ja z innej bajki i nie pasowałam do tej układanki :)

A żeby mnie zrelaksować zaproponował mi wypróbowanie floatingu.
I o tym będzie osobny wpis.

Rodzinnie udało się spędzić niedzielę.
     Mały Rycerz zaliczył swój pierwszy wypad do zoo, skąd wrócił Małym Księciem bez jednego bucika a rodzice wrócili padnięci po kilkugodzinnym bieganiu wśród wybiegów i mandatem od straży miejskiej, który jak się potem okazało mandatem nie był:)
      
fot. KaTka                  Junior z jaszczurem

      A ostatni tydzień spędziłam z Juniorem u dziadków na śląsku gdzie się wyspałam a dziecko wybawiło się u wszystkich po kolei.

Gdy tak sobie wojażowaliśmy do Krakowa przyleciał Kominek

źródło: fragment zaproszenia click apps
jednak nie daliśmy rady się z nim spotkać.
No cóż Kominek będzie musiał jeszcze na nas poczekać :)
    

piątek, 4 października 2013

BABY BLUES

     Czuję, że jestem w jakiejś patowej sytuacji. Kiedy zaczęłam się już cieszyć Juniorem to dopadło mnie zwątpienie. Jedne poświęcają więcej inne mniej w związku z ciążą i narodzinami potomka.
Czułam się dobrze, miałam fachową opiekę, wszystko zniosłam. Pozostała mi nadwaga - można powalczyć, a pamiątką po długim porodzie są hemoroidy - podobno da się wyleczyć.
     Okres połogu spędziłam siedząc sama w domu - niewprawionym nie polecam.
Dałam radę.
     Tylko teraz nie daję.
     Pustka i cisza. I tylko Junior coś gaworzy.
Mam kilka blogerek, które lubię czytać ale muszę mieć spokój. Lubię coś sama napisać ale również muszę mieć spokój. Tak, spokój do pracy się przydaje, tylko głowa mi ciągle buzuje. Nie umiem się skupić. Poza tym Junior wymaga mojej uwagi. Dziecko wczoraj pierwszy raz usiadło - samo! Pozostawione niechlujnie przez matkę, która pobiegła po mleko.
Gdyby mnie nie było mogłabym to przeoczyć...

fot. Katka   Junior siedzący w piżamie

pranie - wieszanie - odkurzanie - od - czasu - do - czasu - gotowanie
i nie ma nawet z kim zjeść obiadu, co tam obiad kolacji !
Ile można poświęcić?

Pustka i cisza na polnych drogach.
Tylko zdziczeć można.
Czekam na dzień kiedy będzie się można się spakować i wyjechać.
I łudzę się, że takowy nadejdzie...







środa, 2 października 2013

NOWY ROK

     No i mamy nowy rok...akademicki.
Nie zapomnieliśmy o blogosferze. Ale nie ukrywam mamy zaległości.
Dużo jeździliśmy we wrześniu. Jak nie rozrywkowo to obowiązkowo.
Nastały zmiany m.in. wszyscy moi projektanci z dniem 30 września zakończyli pracę w Czechach (nowa polityka firmy). Kontrakty zostały zerwane. Od teraz oddział polski znajduje się w Polsce.
Po macierzyńskim i zaległym urlopie chciałam wrócić do pracy. Miał to być styczeń 2014.
Mam umowę na czas nieokreślony ale jeżeli nie ma ludzi, nie ma oddziału ...to co ze mną?
 
fot. Michał       Nowy-kolejny biurowiec firmy
fot. KaTka      uroczyste otworzenie nowego budynku

  6.września byłam na oficjalnym otwarciu nowego biurowca. Podczas uroczystości nie udało mi się porozmawiać o sprawach zawodowych z moim pracodawcą ale rozmawiałam z przedstawicielem polskiego oddziału. Padło mnóstwo miłych słów, porozmawialiśmy o pracownikach, o zmianach, o projektach....i w sumie wróciłam do domu z służbową komórką i komputerem ale świadomością, że umowy nie otrzymam. Otrzymałam inną propozycję ponieważ "mam dziecko". I te słowa zabolały najbardziej. Usłyszałam je już dwukrotnie. Wiem, że mam. Nasz Mały Rycerz daje o sobie znać o każdej porze. Nie wiedziałam, że inni również są tak bardzo zaangażowani w rozwój naszego Malca.
     Czy posiadanie dziecka jest jednoznaczne z niezdolnością do pracy? Zawsze myślałam, że polscy pracodawcy boją się młodych kobiet bo mogą w każdej chwili iść na macierzyński,które poprzedzi 8. miesięczne L-4 ale że młodej mamie podcina się skrzydła to dla mnie nowość. 
     Póki co pozostaję w oddziale Bohemii. Propozycja ze strony polskiej nie gwarantuje mi niczego.

fot. Michał     Pamiątkowe podpisy na tablicy

     Kilka miesięcy temu w Polsce trwała walka tegorocznych mam o roczny urlop macierzyński. Dyskutowaliśmy wówczas o tym i byłam zdania, że z dłuższego pobytu w domu skorzystają osoby, które nie będą chciały wrócić do pracy bo np. mało zarabiały czy praca im nie odpowiadała. Jednak są zawody i stanowiska, w których dłuższa przerwa nie jest korzystna. Ponadto osoby dobrze zarabiające również będą preferowały jak najszybszy powrót do życia zawodowego.
      Za chwilę Junior skończy 4 miesiące. Czas mojego urlopu macierzyńskiego minął błyskawicznie. Jestem z siebie dumna, że podobałam obowiązkom będąc sama. Choć czas spędzony w domu był całkowicie poświęcony naszemu Maleństwu (no z wyjątkiem internetu:) - doceniam to. Jednak wciąż mam silne pragnienie realizacji czegoś. Na razie nie odnajduję się jako osoba prowadząca dom. Nie umiem zająć się niczym na dłużej bo Mały potrzebuje mojej obecności. Tęsknię za Czechami, za ludźmi i powietrzem.

   

wtorek, 17 września 2013

DWA LATA i 3 MIESIĄCE


     Wrzesień jest dla nas szczególnym miesiącem. We wrześniu zwykle jeździmy na wakacje co się zdarza raz na dwa lata :)

     Z pierwszego wspólnego wyjazdu urlopowego wróciłam jako narzeczona. Dotarliśmy wówczas do Czarnogóry (Montenegro).

fot. Katka                                                                                                   wakacje 2009

     Dwa lata później wybraliśmy się w podróż poślubną do Macedonii skąd po kilkudniowym próżnowaniu, zachwyceni ludźmi i pysznym jedzeniem...


fot. Katka                                                                                                 wakacje 2011

...udaliśmy się na podbój Albanii.

fot. Katka                                                                            Macedonia 2011

     W zeszłym roku spędziliśmy razem 4 urlopowe dni na południowych Morawach w słynnej winiarskiej osadzie Prušánky*.

fot. Katka                                                                                        Prušánky-Nehory

      Ciepłe powietrze, dźwięk tłoczonych winogron, zapach 'burczaka'...i ludzie - prawdziwi południowcy! Ciepli, serdeczni.

fot. Michał                                                                                             Burčak
*wrzesień to idealny czas aby tam pojechać - czas winobrania :)
 
     A w tym roku nie jedziemy na ulop - za to przypadła nasza druga rocznica ślubu, którą świętujemy już w trójkę:

fot. samowyzwalacz :)                                            zdjęcie rodzinne mało udane

A dziś nasze szczęście ma trzy miesiące!

Nie będę się rozpisywać.
Junior:
  • waży 6,5kg
  • mierzy 67cm - 80% ubrań poszło już w odstawkę
  • jest bardzo silny
  • nic nie umknie jego uwadze - adekwatnie do sytuacji reaguje na zdarzenia śmiechem lub płaczem
  • dużo gaworzy-ja twierdzę, że powiedział już swoje pierwsze słowo "kolik", czyli ile po czesku, co daje mi nadzieję, że będzie miał rękę do pieniędzy :)
  • nie umie do tej pory ssać ani smoczka ani kciuka (na szczęście!)
  • jeszcze lekko zezuje
  • ślini się - ślini na potęgę! Gdyby jakiś koncern kosmetyczny nagle uznał, że niemowlęca ślina może stanowić niezastąpiony skład jakiegoś cudownego środka pielęgnacyjnego w kosmetyku - bylibyśmy bogaci.






fot.Katka                Michał Artur 2013 09 16

poniedziałek, 16 września 2013

BLOGOVI KAMARÁDI IV

No i doczekaliśmy się! Zdjęcia jeszcze nie mamy ale przywitać należy:
9. września przyszedł na świat Antoni. Jak sama Panna Oceanna pisze "3350g i 55 cm szczęścia".
Wszystkim życzymy dużo snu!
Małemu - bo jak się śpi to się rośnie :)
Mamie - bo wypoczęta mama to uśmiechnięta mama :)
Tacie - bo musi dbać o swoje skarby a najbliższe tygodnie będą trudne :)

ps. Miała być już nowa odsłona ale póki co powitanie jeszcze w starej oprawie.

sobota, 14 września 2013

Junior na zakupach

     Odkąd dokarmiam Juniora mniej stresujące są dla mnie wyjścia a właściwie wyjazdy z domu.
Nasz pierwszy spacer po Krakowie skończył się w momencie wypicia przez Małego butelki. A ponieważ Junior mógł ssać pierś godzinę a nawet dwie, notorycznie zasypiając co pięć minut, karmienie poza domem nie wchodziło w grę.

fot. Michał      pierwszy spacer po Krakowie - lipiec 2013


     Ponieważ nie mamy z kim zostawić Michała Artura, musimy - nie ukrywamy, że zwykle chcemy ale zdarza się, że musimy - zabierać dziecko z sobą. Do takich sytuacji należą zakupy. Przy czym mówiąc o zakupach nie mam na myśli spacerów po galerii handlowej.
     Aby nie męczyć dziecka (i przypadkiem nie zdenerwować zbyt długimi zakupami:) do sklepu wpadamy z listą zakupów i rozdzielaliśmy się aby jak najszybciej wykonać zadanie. Junior zwykle jedzie z tatą a za każdym razem kiedy do nich dołączam okazuje się, że byli już zaczepiani przez kilka pań :) I już podejrzewałam, że może to być zorganizowana akcja typu "podryw na wózek" ale gdy pojechałam z Juniorem po kilka rzeczy spożywczych spotkała mnie taka oto sytuacja:

Ojej, jakie maleństwo. Idź zobacz jaki maluszek - powiedziała matka do kilkuletniego syna.
Mamo, Ty mnie chyba nie kochasz - odparła całkiem spora latorośl.
Ależ kocham Cię.
To po co mi każesz iść oglądać to dziecko?
Bo Ty też kiedyś byłeś taki malutki a teraz pyskujesz.

Jak widać to nie wózek podrywa - to Junior.

piątek, 30 sierpnia 2013

BLOGOVI KAMARÁDI III

     20. sierpnia w Gdańsku przyszedł na świat kolejny, długo wyczekiwany blogowy kolega Juniora.
Niespieszno mu było na ten świat.
Do samego rozwiązania Jego imię było trzymane w tajemnicy.
Część z Was już wie o kim mowa. 
Panie i Panowie oto Zachary - syn Kamili, autorki bloga Team Zabell!

fot. Team Zabell     Zachary Z.
Mamie życzymy szybkiej regeneracji, tacie energii a dzieciątku aby rosło zdrowo!!!

Czekamy jeszcze na kolejnego chłopca - Antoniego Panny Joanny Oceanny i chłopaki będą mogły założyć klub dżentelmenów:)

czwartek, 22 sierpnia 2013

OKNO NA ŚWIAT

Długo nas nie ma. To dlatego, że:
  • w dalszym ciągu załatwiamy sprawy urzędowe związane z Juniorem.
  •  jesteśmy "rozjeżdżeni". Np. w poniedziałek stawiłam się na kontroli poporodowej, odwiedziłam bank, ubezpieczalnię i...Alberta (znaczy obchod). Do Magistratu po rodný list już nie zdążyłam. Wpadłam jeszcze tylko po resztę rzeczy z mieszkania. Wszystko w ok. trzy godziny. Cały wypad do Czech zamknął się w ośmiu...Junior ze względu na brak jakiegokolwiek dowodu potwierdzającego jego tożsamość został "wyrzucony" w połowie trasy, znaczy u moich rodziców.
  • były przemyślenia dotyczące tego oto blogowego świata z którym ciężko mi się rozstać choć temat zamknięty a pomysły na jego profil oraz nowy "imaż" stanęły jedynie na nieudanych próbach wcielenia ich w życie.  Jeszcze powalczymy ale nie wiem czy starczy mi cierpliwości na wszystkie fora dotyczące bloggera ;) A miało być wielkie TA-DAMMM...! :)
  • w międzyczasie były 90. urodziny mojej babci, 2 miesiące Juniora, który z racji pochłąniania niesamowitej ilości mleka z każdym dniem coraz bardziej przypomina nam knedlika a dziś urodziny mamy.
 Więc dzieje się u nas...

niedziela, 4 sierpnia 2013

BLOGOVI KAMARÁDI II

     W tym tygodniu szalejemy i jeździmy dużo - nawet sami!
( W tym tygodniu pokonałam już jako kierownca 120km razy dwa, z dzieckiem na tylnym siedzeniu. To taki mój/nasz mały sukces i powrót do aktywności ;)

Ale ja nie o tym...

    Grono rówieśników Juniora się powiększa!
W ostatnich dniach lipca na świat przyszedł Kevin autorki bloga Keep my moments
 i Maks Ani z Baby on board!
fot. KeepMyMoments (blog)                          Kevin 25.07.2013

fot. Baby on board (blog)                           Maksiu 27.07.2013

Te dwa przystojniaki przyszły na świat siłami natury z wagą ok. 3 kg.
Obie autorki zamieściły już swoje wspomnienia z tamtego wielkiego wydarzenia.
Młodym mamom życzymy szybkiej regeneracji sił a chłopakom aby zdrowo rośli ! ! !

.....a my dziś w dalszą trasę....w okolice Żywca - hej!
(jutro idziemy spotkać się z urzędnikami, którzy od miesiąca zajmują się aktem urodzenia Michała)

środa, 31 lipca 2013

MIŁOŚĆ EMOCJE DZIECKO

      Minęło już trochę czasu ale dobrze pamiętam ten wieczór gdy siedzieliśmy w sali do której odwieziono mnie po porodzie a obok nas był wózeczek z małym Michałem szczelnie owiniętym "becikiem". Wiedziałam, że jest już "po" bo nie mam brzucha ale jednocześnie patrzyłam na Niego i nic nie czułam. Totalnie nic. Ani ekscytacji, ani strachu. Może nie uwolniły się we mnie jakieś hormony?
     Podobnie było po porodzie. Widok Juniora nie sprawił, że wszystko co wydarzyło się na sali porodowej przez 8 godzin i 20 minut poszło momentalnie w zapomnienie, tak jak wielokrotnie czytałam.
     Pierwsze tygodnie spędzone samotnie w domu z Juniorem były dość męczące. Cały miesiąc siedzieliśmy "zamknięci" w domu. Mam wrażenie, że w pewnym momencie wszystko zaczęło się wymykać spod kontroli a ja przestałam nadążać. Kładłam się, spałam mocno i intensywnie śniłam a gdy budził mnie płacz na nowo docierała do mnie rzeczywistość, która mi się nie podobała.
Czułam, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że podchodzę do wszystkiego obojętnie, że nie ma w tym emocji a jest obowiązek.
     Z tygodnia na tydzień łamałam swoje wcześniejsze założenia i przykazania szpitalne bo najzwyczajniej nie dawałam rady.  I tak: z karmienia strzykawką przeszliśmy na butelkę, pojawił się smoczek, potem drugi i trzeci ale (ku mojej uldze) Michał ich nie tolerował i do tej pory nie toleruje, no i największa moja bolączka - zakupiliśmy mleko modyfikowane i się dokarmiamy.
    Każda decyzja wywoływała u mnie wyrzuty sumienia ale i po jakimś czasie poprawiała samopoczucie i dawała więcej swobody.
     Rozmawiając ostatnio z mężem zapytałam co czuł kiedy Michał pojawił się na świecie.
Odpowiedział, że wówczas nic ale teraz czuje  jakby dziecko było z nami zawsze choć minęło zaledwie kilka tygodni.
    Tyle czasu potrzebowałam aby zauważyć, że mój syn jest dużym ładnym chłopcem, który się uśmiecha a mnie wcale nie interesuje czy robi to świadomie czy nie.

fot. Katka                           Junior śpi w "dorosłym" łóżku
     Kochamy naszego Małego Szkraba choć mam wrażenie, że nie była to świadoma miłość od pierwszego wejrzenia.
    

niedziela, 28 lipca 2013

BLOGOVI KAMARÁDI I

     Kiedy zaczynałam przygodę z tym wirtualnym pamiętnikiem nie znalazłam zbyt wielu blogów, które "prowadziły" ciążę. Wszystkie autorki wyszukanych przeze mnie pozycji były już młodymi mamami. Z czasem przez osoby, które zaczęły do mnie zaglądać odkryłam kilka piszących "ciężarówek" i z potrzeby towarzystwa dołączyłam do grona ich wiernych obserwatorów.
     W ten sposób dziś już nie bezimienny Lokator mojego brzucha a nasz mały Michał Artur ma swoich blogowych kolegów i to nie tylko w Polsce!
(być może będzie kiedyś okazja się spotkać?! Kto wie....)

Listę rówieśników Juniora otwiera Krzyś - Mały Skarb autorki bloga Live6.

fot.Live6                               Mały Krzyś ur. 20.lipca 2013
Mamie gratulujemy i życzymy dużo energii!


A czekamy na wieści od autorki KeepMyMoments dotyczące Kevina!

sobota, 27 lipca 2013

TO KONIEC ?

     To już koniec pewnego etapu. Trochę żal i nie żal.
Zakończył się okres ciąży a o naszej codzienności, która na razie jest dość przewidywalna i monotonna pisać nie będę a nawet nie chcę (jest tyle blogów o rozwoju maluchów a ja nie należę do osób, które po urodzeniu pierwszego dziecka stają się ekspertem w temacie rozwoju i wychowania).
    
     Urlop macierzyński, który w moim przypadku trwa do 14.listopada, spędzamy w domu czyli pod Krakowem. Niedługo minie 6 tydzień odkąd jesteśmy w Polsce.
Do dnia dzisiejszego Junior nie istnieje dla państwa polskiego. Spowodowane jest to jakimś absurdem urzędniczym, objawiającym się tym, że każdy chce oryginał aktu urodzenia. Dziecko ma  jeden oryginał aktu urodzenia...no logiczne oryginał=jeden. Magistrat Miasta Opawy nie wydaje nic innego bo urzędy czeskie żądają oryginałów jedynie do wglądu i same sobie je kopiują jeżeli istnieje taka potrzeba (tak było np. podczas rejestracji dziecka do ubezpieczenia zdrowotnego).
     Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że mimo iż na stronie MSW jest informacja w jaki sposób o co się ubiegać to każdy urząd ma swój sposób na załatwienie sprawy. Skutkuje to tym, że do dziś nie mogę wykonać np. szczepień czy wykupić recepty bo nie możemy uzyskać polskiego nr pesel, którego nie chce wydać urząd gminy w której ma być dziecko zameldowane, a urząd gdzie ja mam meldunek nie rozumie z jakiej racji oni mają wydać taki numer skoro meldunku u nich nie będzie (jakiś koszmar). Żałuję, że nie załatwialiśmy tego przez ambasadę no ale przyznam, że kompletnie nie pomyślałam o tym wcześniej. W Czechach rejestracja Juniora a co za tym idzie otrzymanie nr identyfikacyjnego tzw. rodného čísla (odpowiednik nr pesel) trwało moment a wszystkim zajął się szpital.
Chcąc wrócić szybko do Polski nie zgłosiliśmy się również do urzędu imigracyjnego (czego teraz żałuję). Nie mogę zabrać dziecka do Czech ponieważ nie mogę wyrobić dowodu! Przez ostatnie dwa lata średnio raz na każde trzy przejazdy byłam  kontrolowana jak nie przez straż graniczną to przez policję (przekraczając granicę od strony Głubczyc te kontrole w pasie przygranicznym są bardzo częste zarówno po polskiej jak i czeskiej stronie i ryzykować nie ma co).

akt urodzenia Juniora

     W Czechach przyjął się pewien schemat działania, który nie wiem czemu u nas nie funkcjonuje.
Już kiedyś pisałam o tym, że nie ma kolejek do lekarza nawet gdy idzie się do niego bez wcześniejszej rejestracji. I tak, zgłaszając się na tzw. porodówkę masz dostarczyć dane pediatry u którego dziecko będzie kontrolowane i leczone ponieważ szpital udostępnia dokumenty z pierwszych badań dziecka, które przeprowadził. Na lekarzu spoczywa m.in. obowiązek wszystkich szczepień a pierwsza wizyta powinna się odbyć do trzech dni po opuszczeniu oddziału noworodkowego.
     Pierwsze schody zaczęły się po powrocie. Mając skierowanie ze szpitala nie chciano nas zarejestrować do pediatry bo Michał miał kilka rzeczy do kontroli m.in. złamany obojczyk. Pani w rejestracji, która wie lepiej kto może a kto nie powinien się widzieć z lekarzem stwierdziła, że "z takim małym dzieckiem do lekarza się nie chodzi". Po ponownej prośbie o wyznaczenie jak najszybszego terminu (a już mnie skręcało przy komórce), wyznaczono nam wizytę za 10 dni. Teraz widzę, że zaoferowano nam dość ekspresowy termin bo dzwoniąc wczoraj i rejestrując dziecko na kolejną wizytę kontrolną już bez ponaglania terminu, wyznaczono nam "widzenie"....za 10 dni!
Wykupienie jakiegoś prywatnego pakietu usług medycznych to kolejna rzecz, której nie wzięłam pod uwagę (śledzę teraz co autorka bloga Team Zabell wybierze wśród oferty dostępnej na rynku).
Dziecko będę szczepiła wg kalendarza szczepień czeskich o ile system nam pozwoli....bo już np. gruźlicy u pediatry "nie dostanę", muszę zgłosić się do szpitala ... a do tego potrzebuję numer pesel!
Taka kwadratura koła ....i jak widać to jeszcze nie koniec!


środa, 17 lipca 2013

KU PAMIĘCI :)

     Nie wiem czemu tak opornie idzie mi teraz uzupełnianie "wspomnień". Prawdopodobnie dlatego, że pobyt z Juniorem w domu wymaga mojego stałego zaangażowania a gdy Junior już przestaje wyć, ma czysto, sucho i jest najedzony to zasypia a ja wraz z nim. Dni mijają w zastraszająco szybkim tempie.
     Zapomniałam wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Podczas naszego pobytu w szpitalu na oddziale noworodkowym pojawiła się dziennikarka z denik.cz. Zdjęcie Michała Artura, wraz z innymi dziećmi urodzonymi w tamtym tygodniu, ukazało się w gazecie zarówno w wydaniu papierowym jak i internetowym (tego pierwszego niestety nie udało się nam zdobyć ze względu na powrót do Polski).




     Powrót do domu odbył się bez większych problemów. Junior w piątej dobie życia odbył jak dotąd swoją najdłuższą podróż - 240km. Całą przespał. Po drodze zatrzymaliśmy się  u Dziadków w Mysłowicach.
Do domu dotarliśmy dość późno a położyliśmy się jeszcze później (ok. 1:00) ponieważ dziecko po podróży i upale trzeba było wykąpać aby z czystym sumieniem móc samemu zasnąć.
     Nazajutrz zaczęliśmy nerwowo biegać ponieważ kolejni Dziadkowie, którzy mieli przyjechać w niedzielę postanowili zjawić się od razu. Zaczęło się odkurzanie, ładowanie nierozpakowanych rzeczy, które w nocy zostały porzucone przed wejściem, do gabinetu, nerwowe poszukiwania czegokolwiek do ubrania...no i najważniejsze przygotowanie Juniora (uff na szczęście wykąpanego) na oglądanie.

     W skrzynce mailowej czekały już na nas kolejne życzenia od kolegów z firmy :)


GRATULACJE!!!
Jak się czujesz i ile śpisz w nocy? ;) 
                                             Krzysiek
 .....................................

Dzienkuje za super zprávy,

moc gratuluji i tobě. Michalovi jsem už gratuloval v kanclu u Ivoše, potkali jsme se tam. Přeji malému Michalovi ať se mu dobře daří a ať pěkně roste. Mamince přeji hodně krásných zážitků a taky pevných nervů. Když budeš mít možnost, tak se pořádně vyspi :)!

Mějte se pěkně a díky za butylku Zubrovky

O.* 
*szef projektantów:)
.....................................
                       Witamy na świecie :)
                Zdrowia i Szczęścia dla Rodzinki :)
                                                                                               Przemek *
(wiceprezes firmy w Polsce)
 
 .....................................

Gratuluji.
Mladý Michal je skvělý. Přeji jemu a rodičům mnoho radosti a štěstí v životě.
PS: už s námi může na pivo (něco lepšího než mléko)?
Ivo

 .....................................
 
Kaša,
Máš krásného syna a já i celá moje rodina ti přejem mnoho nádherných chvil a usměvů s tímto malým zázrakem.
Užívej si mateřství a přijeďte se na nás podívat.
Jiřina.*
*żona Jiřeho mnie odwiedziła w szpitalu



     Kiedy Junior kończył trzy tygodnie znaleźliśmy w skrzynce awizo z przesyłką do Michała. Polski zarząd przysłał paczkę w której znalazła się mata edukacyjna, kocyk (z serii "vip-collection" hmm...to nawet ja nigdy nie czułam się "VIP":) oraz kartkę z życzeniami.
Była to bardzo miła niespodzianka!