BLA BLA BLA

JUŻ NIEDŁUGO NOWA ODSŁONA: CIĄŻA PO CZESKU, CZESKIE CHYBY czyli CZEGO NIE MÓWIĆ W CZECHACH, JAK ŻYĆ NA CO LICZYĆ A NA CO NIE.

niedziela, 17 listopada 2013

ZMIENIAMY SIĘ powoli ale ZAWSZE

      A żeby nie było, że przy pisaniu trzyma nas deklaracja projektu samosiowego to zapytam Was o zdanie i pokażę co tam w rękawie chowam :) Nosiłam się z zamiarem zakończenia przygody z blogiem. Okres ciąży się zakończył a o codziennym macierzyństwie relacji na bieżąco zdawać nie chcę. Zaczęłam nawet kiedyś pisać o tym w jednym z postów ale nie miałam odwagi aby był on moim ostatnim. Za bardzo się wciągnęłam w podglądanie i pisanie i zapewne brakowałoby mi tego.    
     Pojawił się jednak pomysł aby podzielić się z Wami swoim doświadczeniem z ostatnich dwóch lat i swoimi pasjami. 
     Chcemy pisać o życiu polsko-czeskim, podróżach tych bliskich i tych nieco dalszych, smakach, ludziach. Uznaliśmy, że tematy będą jak lentilky kolorowe a że i Polska się w nich przewija to Pe-eL pozostanie.
Zatem czekają nas zmiany i tu chcę zapytać Was o zdanie.
     Zdecydowałam się na taki oto układ. 




      Uwierzcie mi, że pomysłów było od groma ale całość musi grać i być czytelna zatem po selekcji pozostało to co widzicie. Zabawy z logo, zdjęciami, ulepszeniami itp. kończyły się ogólnym niezadowoleniem i moją frustracją :)
W tym sketchu pozostaje jedynie zdecydować jak będą prezentować się wpisy a potem....podopieszczać grafiki, zmienić "kategorie" (ciąża po czesku-będzie jednym z nich). Ufff - to jeszcze zajmie sporo czasu.
     A teraz najlepsze :)
Standardowo powinnam napisać, że masz mnie polubić, udostępnić post u siebie i zostać obserwatorem ale polubić nie ma co, jak o nas wspomnisz kiedyś u siebie to będzie nam miło a jak zdecydujesz się do nas regularnie zaglądać to już w ogóle będzie nasz sukces!!!
    Zatem jedyne co trzeba zrobić to w komentarzu wskazać któryś ze wstępnych szablonów, ewentualnie napisać jakieś swoje sugestie czy podpowiedzi.
    Wśród komentujących wylosujemy potem kogoś kto coś dostanie :)
Taka to niespodziankowa-niespodzianka na takie zadanie nieskończonego szablonu :)

niedziela, 10 listopada 2013

PROJEKT SAMO_SIĘ - první týden

Większość z Was nie tylko słyszała już o projekcie SAMO_SIĘ ale bierze w nim udział.
Dla zabieganych i niezorientowanych mam obok zamieszczam link do strony projektu gdzie można poczytać o tej inicjatywie.

My nie jesteśmy lepsi. Cały tydzień zabiegani, rozjeżdżeni, już sami nie wiemy gdzie śpimy.
A nasze dziecko? No gdzie ma być jak nie z nami?
     Tak jest od samego początku. Junior przez 8 miesięcy aktywnie podróżował z mamą w brzuchu. Przez ostatnie kilka dni przejechał z rodzicami ok. 600km i zaliczył łącznie dwa bliskie nam kraje :)

Junior poznaje świat.
ROŚNIE I CORAZ WIĘCEJ POTRAFI
Pod taką kategorią wiekową bierzemy udział we wspomnianym projekcie.

A jak się bawiliśmy w pierwszym tygodniu?
Wspólnie!
czyli
Zabawa z Mamą i Tatą

w roli głównej:
Junior
ma 4,5 miesiąca. Reaguje na dźwięki, miny, otoczenie. Łapie wszystko co ma w zasięgu ręki. Skrobie, dotyka i targa. Bacznie obserwuje i nasłuchuje. Lubi z nami przebywać bo...musi :)

Częste WYJAZDY czy SPACERY służą nowym obserwacjom. Junior bacznie spogląda na wszystko dookoła niego a my w miarę możliwości pozwalamy mu poznawać to i owo. Cieszy go to bardzo.

fot. KaTka                                                                                                                     Junior na dywanie z liści
Aktualnie przechodzimy etap fascynacji drzewami choć jak widać nie tylko...

POZNAJEMY PRZEZ DOTYK
Dajemy "potargać" sobie twarz, szyję, włosy,chwytamy za kończyny, bawimy się stópkami. 
Ale też podchodzimy do różnych rzeczy i macamy. Gdziekolwiek się jest w każdym pomieszczeniu jest przecież coś do "zbadania". Miękka narzuta, zwiewna firanka, zimna szyba. Poznajemy faktury. Wielka kula zgnieciona z papieru czy zmiętoszony worek z grubszej szeleszczącej folii jest niezwykle interesujący (uwaga ten typ poznawania wymaga nadzoru osoby dorosłej :)

CZYTANIE I SŁUCHANIE
Junior na pamiątkę swoich pierwszych Targów Książki w Krakowie, otrzymał od nas wiersze dla dzieci Juliana Tuwima (i nie tylko ponieważ rodzice wspominając dzieciństwo zakupili synowi również komiks Papcia Chmiela, który dopiero czeka na Malca :)
W tym tygodniu tata deklamował "Lokomotywę"
    fot. KaTka                                                                                                 na zdjęciu "Tańcowały dwa Michały"
Dziadek kupił wnukowi pierwszą bajkę na CD - "Tomcia Palucha". Jeżeli ktoś dwadzieścia kilka lat temu miał takie nagranie na kasecie (jak ja) czy na płycie winylowej (jak mój mąż) to jest to dokładnie to samo :) Dziecko póki co nie doceniło tego fantastyczne zrealizowanego słuchowiska. To co namacalne bardziej go wciąga, nawet jeżeli czytany tekst już mniej.

OBSERWACJE
  • leci, leci samolocik - jesteśmy na etapie rozszerzania diety. Zanim łyżeczka trafi do buzi, samolocik z dostawą nowej porcji niezbyt gwałtownie i niezbyt długo meandruje. Dziecko wodzi oczkami na dłonią z posiłkiem.
  • a kuku - jak aktor za kotarą, mama raz chowa raz pokazuje twarz za naciągniętą w dłoniach tetrową pieluszką. Dziecko również może "znikać" pod taką czarodziejską tetrą :)
   fot. Michał                                                                                                               Mama bawi się w "a kuku"
Autorskie wymysły Taty:
  • obroty-chichoty - osoba pokazuje się leżącemu dziecku raz "normalnie" raz "do góry nogami". Juniora to bardzo śmieszy. Zapewne rozróżnia tą samą twarz ale widzi ją inaczej. To samo można wykonać spacerując z wózkiem.

   fot. Michał                                                                                                                  Junior na spacerze
  •  czkawka-rzucawka - osoba (w pozycji dowolnej) trzymająca dziecko co jakiś czas podskakuje

  • koparka (jak zwał tak zwał:)- leżymy, na klatce kładziemy sobie zabawkę lub inny bezpieczny przedmiot, który dziecko podczas podnoszenia może złapać i zabrać ze sobą "do góry"
   fot. KaTka                                                                                                                             
 Junior niestety ma "parcie na szkło". Kiedy trzymam aparat w dłoni zaczyna pozować i po zabawie...


PIELĘGNACJA
 Tata odpowiada również za wieczorną kąpiel. Ja ze swoimi patyczakowatymi rękoma nie potrafię swobodnie manewrować Juniorem, który waży już 8,1 kg.
Nigdy nie używaliśmy mat, gąbek-wkładek czy leżaków-podpieraków.
   fot. KaTka                                                                                                               jak się Junior bawi w kąpieli

Kąpiel to manewry w wodzie np. sztuczna fala - podtrzymywane dłońmi dziecko jest poruszane do przodu i do tyłu, leżenie w wodzie na brzuszku - wanienka jest już na tyle dopasowana, że od jakiegoś czasu pozwalamy dziecku aby samo się podpierało (wszystko odbywa się pod kontrolą).
Junior ładnie trzyma główkę nad wodą choć początki obfitowały i w inne doświadczenia (posmakowanie wody:)
Po kąpieli jest masowanie, przewracanie z brzuszka na plecy i odwrotnie.

 EPILOG
     W tym tygodniu nie stworzyliśmy niczego autorskiego. Czynności które wykonywaliśmy były rzeczami do wykonania wszędzie i przez każdego.












niedziela, 3 listopada 2013

TEMATY NIEWYGODNE

     Od jakiegoś czasu zaciskam zęby ale słabo mi to wychodzi bo co rusz wybucham złością i żałością. I nie umiem i nawet nie będę z tym walczyć. Nie powinnam nawet o tym pisać.
     Mam dość podchodów czyli wciąż powielanych pytań o to samo. Mam wrażenie, że gdy odpowiedź jest niesatysfakcjonująca dla pytającego to ten wierzy, że należy pytać do oporu aby usłyszeć to co się chce. Mam pretensje do męża, że na "trudne" pytania ja muszę odpowiadać.
One dla mnie trudne nie są - są niewygodne dla pytających!
     Przed dwa dni pytano się mnie co jem - odpowiadałam, że wszystko. W końcu podejrzliwe zapytano się mnie czy karmię. Odpowiedziałam, że już nie - myśląc, w duchu że co to w ogóle kogoś obchodzi. Pytanie o to jak karmię padło jeszcze ze trzy razy - nie wiem może w tym czasie miałam się namyśleć (?!). Oprócz rozczarowania na twarzy usłyszałam hasła "a to dlatego On ciągle taki głodny", "dziecko do roku powinno się karmić" itp. Dla zainteresowanych słowa te nie zostały wypowiedziane przez kobietę!
     Pewnie stałam się wyrodną matką, która nie karmi bo jej się nie chce. A to mleko z piersi to pewnie do kawy sobie wlewa.
     Druga wciąż poruszana kwestia to "kiedy chrzciny?".
Nikt nie pyta kiedy chrzest - tylko chrzciny?
     "Na razie nie chrzcimy" odpowiadam wymijająco i w tym czasie połowa zainteresowanych się zapowietrza a druga zaczyna wywody, które powinny wg nich jakoś do mnie uderzyć.
Jako człowiek wychowany w wierze katolickiej, który uczęszczał do szkoły katolickiej, w której ksiądz lubił dziewczyny a kochał kobiety i ostatecznie dla tych drugich porzucił habit co jest godne szacunku bo zapewne nie była to prosta decyzja ale jedyna słuszna. Uważam, że bardziej z tradycji niż jakiegokolwiek wyboru, dokonujemy pewnych czynności. Bo tak wypada. W końcu mamy ok. 30 000 księży i tysiąc razy tyle zadeklarowanych wiernych. O praktykujących się już mniej wspomina.
     Mam powody dla których nie podjęłam decyzji o chrzcinach. Co nie znaczy, że Junior nie zostanie ochrzczony. I mogą się wszyscy obruszać. Przypinać mi łatki kogoś, kim zapewne nie jestem.
     Mój syn ma wyróść na dobrego człowieka, który będzie trzymał się zasad.
A to w co będzie wierzył to sam odnajdzie bo wszak nie ma ludzi niewierzących, każdy się czegoś boi.

Na Krakowskich Targach Książki podczas wykonywania przeze mnie zdjęcia moim mężczyznom podszedł do mnie pan i zapytał czy może zrobić im również zdjęcie do gazety....



 .....zdjęcie ukazało się w krakowskim Gościu Niedzielnym.

To już druga prezentacja Juniora w gazecie - premierowa w Polsce :)


    

wtorek, 29 października 2013

4 MĚSICE JUNIORA

     Wczorajszego wieczora gdy moje ciało zaległo na kanapie wiedziałam, że pozostanie tam na dłużej. Wciąż zerkałam na zegarek pilnując aby zdążyć przed północą, aż w końcu obudziłam się po 1:00...bo Michałek poczuł się głodny.
     Nie nadrobiłam zaległości o moich ulubieńcach. Po dość długim czasie uzbierało się tego trochę u Was. Ale ja muszę mieć czas aby na spokojnie przeczytać czy problemy Antoniego się skończyły, czy Szymon dotrzymał obietnicy i wyzdrowiał przed weekendem, co tam u naszych imienników i co Banda Czworga wymyśliła...a przecież jeszcze dzieci dwujęzyczne czekają.

     Powyższy tekst zaczęłam pisać 18. października, dzień po ukończeniu przez Juniora 4 miesięcy. Jak widać mimo najszczerszych chęci nie udało mi się go skończyć. Bo jak każdy wie, same chęci nie wystarczą - potrzebny jest jeszcze pomysł, chwila spokoju i odrobina energii. Pomysłów nam w życiu nie brakuje ale chwile spokoju to towar deficytowy i ostatnio wykorzystywany przeze mnie maksymalnie na regenerację energii. Tak mi się przynajmniej wydawało zanim odkryłam, że zaśnięcie na starej kanapie w pozycji byle jakiej nie przyczynia się w żaden sposób do zwiększenia mojego potencjału energetycznego.

fot. KaTka               Mały Szantażysta
      Pisałam kiedyś jak bezemocjonalnie odebrałam początki macierzyństwa. Teraz spoglądam na niego  i myślę, jaki On jest ładny. Pewnej nocy przebudził się mój mąż i zapytał co robię.  "On jest taki ładny"- odpowiedziałam. "No śliczny jest, śliczny..." - wymamrotał przekręcając się na drugi bok :)
     I choć w oczach Miśka widzę, że czają się tam jakieś chochliki, które każą mi się bać momentu gdy ten porzuci leżenie na macie i zacznie być bardziej mobilny to uważam, że Junior jest najlepszą rzeczą jaka mi w życiu wyszła. Dosłownie i w przenośni...

 
źródło: książeczka zdrowotna Michała

JUNIOR

  • wzrost 69 cm
  • waga 7,445 kg
  • oczy - kolor nieokreślony, za to włosy - blond
  • najedzony w nocy śpi bez problemów zupełnie inaczej niż w dzień(:
  • uwielbia jabłka marchewki nie znosi, ogólnie apetyt mu dopisuje
  • chwyta wszystko co w zasięgu ręki, trzyma mocno, potrafi rzucić
  • chwyta za stópki
  • temperamentny i charakterny

czwartek, 17 października 2013

CESTUJEME czyli GDZIE NAS NOSI

     To nie tak, że siedzimy w domu. Matkę nosi, zwłaszcza tą debiutującą, która przyzwyczajona do swobody została nagle przybita obowiązkami. Nie nic nie spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, wiedziałam co mnie czeka. Może nie byłam świadoma do końca jak to będzie wyglądać ale tego nikt nie wie tak naprawdę.
Nie przytłoczona - przybita. 
     Choćby sobie radzić nie wiadomo jak dobrze nadchodzi dzień, w którym wstajesz i nie możesz patrzeć się już na nic a ten człowiek w lustrze staje się twoim wrogiem. Wiesz, że nie przebrniesz.
Ciężko za cokolwiek się zabrać. Wszystko męczy lub staje się niemożliwe. Wtedy trzeba się zregenerować.
I dlatego o smutach nie będzie bo to w końcu po czesku jest :)
     Należę do grona tych szczęśliwych kobiet, które są zmotoryzowane. Mimo, że Junior nie robi jeszcze wokół siebie rozgardiaszu to tylne siedzenie mojego auta przypomina czasami bawialnię. Kocyk, zabawki, lusterko z małpką i torba z niezbędnikami wypchana po brzegi. I tak zaopatrzeni w ostatnich tygodniach byliśmy z Juniorem:

na spotkaniu "Czerwcówek", które odbyło się w Karczmie pod Blachą w Krakowie - gdzie spędziliśmy cały dzień !

fot. Czerwcówka :)                    Spacer wzdłuż Błoni
     Nigdy bym nie podejrzewała, że takie spotkanie może być dla mnie atrakcją :) No cóż z wiekiem potrzeby się zmieniają.

Aby "być na czasie" pojechałam na szkolenie do Izby Architektów do Katowic.

Ostatni raz byłam tam kilka lat temu, kiedy zdawałam egzamin na uprawnienia. Potem nie było mi po drodze z katowicką izbą.

Aby żonę dowartościować, mąż wysłał mnie na spotkanie "Rekinów Biznesu" które odbyło się w Hiltonie. A i owszem było miło ale ja z innej bajki i nie pasowałam do tej układanki :)

A żeby mnie zrelaksować zaproponował mi wypróbowanie floatingu.
I o tym będzie osobny wpis.

Rodzinnie udało się spędzić niedzielę.
     Mały Rycerz zaliczył swój pierwszy wypad do zoo, skąd wrócił Małym Księciem bez jednego bucika a rodzice wrócili padnięci po kilkugodzinnym bieganiu wśród wybiegów i mandatem od straży miejskiej, który jak się potem okazało mandatem nie był:)
      
fot. KaTka                  Junior z jaszczurem

      A ostatni tydzień spędziłam z Juniorem u dziadków na śląsku gdzie się wyspałam a dziecko wybawiło się u wszystkich po kolei.

Gdy tak sobie wojażowaliśmy do Krakowa przyleciał Kominek

źródło: fragment zaproszenia click apps
jednak nie daliśmy rady się z nim spotkać.
No cóż Kominek będzie musiał jeszcze na nas poczekać :)
    

piątek, 4 października 2013

BABY BLUES

     Czuję, że jestem w jakiejś patowej sytuacji. Kiedy zaczęłam się już cieszyć Juniorem to dopadło mnie zwątpienie. Jedne poświęcają więcej inne mniej w związku z ciążą i narodzinami potomka.
Czułam się dobrze, miałam fachową opiekę, wszystko zniosłam. Pozostała mi nadwaga - można powalczyć, a pamiątką po długim porodzie są hemoroidy - podobno da się wyleczyć.
     Okres połogu spędziłam siedząc sama w domu - niewprawionym nie polecam.
Dałam radę.
     Tylko teraz nie daję.
     Pustka i cisza. I tylko Junior coś gaworzy.
Mam kilka blogerek, które lubię czytać ale muszę mieć spokój. Lubię coś sama napisać ale również muszę mieć spokój. Tak, spokój do pracy się przydaje, tylko głowa mi ciągle buzuje. Nie umiem się skupić. Poza tym Junior wymaga mojej uwagi. Dziecko wczoraj pierwszy raz usiadło - samo! Pozostawione niechlujnie przez matkę, która pobiegła po mleko.
Gdyby mnie nie było mogłabym to przeoczyć...

fot. Katka   Junior siedzący w piżamie

pranie - wieszanie - odkurzanie - od - czasu - do - czasu - gotowanie
i nie ma nawet z kim zjeść obiadu, co tam obiad kolacji !
Ile można poświęcić?

Pustka i cisza na polnych drogach.
Tylko zdziczeć można.
Czekam na dzień kiedy będzie się można się spakować i wyjechać.
I łudzę się, że takowy nadejdzie...







środa, 2 października 2013

NOWY ROK

     No i mamy nowy rok...akademicki.
Nie zapomnieliśmy o blogosferze. Ale nie ukrywam mamy zaległości.
Dużo jeździliśmy we wrześniu. Jak nie rozrywkowo to obowiązkowo.
Nastały zmiany m.in. wszyscy moi projektanci z dniem 30 września zakończyli pracę w Czechach (nowa polityka firmy). Kontrakty zostały zerwane. Od teraz oddział polski znajduje się w Polsce.
Po macierzyńskim i zaległym urlopie chciałam wrócić do pracy. Miał to być styczeń 2014.
Mam umowę na czas nieokreślony ale jeżeli nie ma ludzi, nie ma oddziału ...to co ze mną?
 
fot. Michał       Nowy-kolejny biurowiec firmy
fot. KaTka      uroczyste otworzenie nowego budynku

  6.września byłam na oficjalnym otwarciu nowego biurowca. Podczas uroczystości nie udało mi się porozmawiać o sprawach zawodowych z moim pracodawcą ale rozmawiałam z przedstawicielem polskiego oddziału. Padło mnóstwo miłych słów, porozmawialiśmy o pracownikach, o zmianach, o projektach....i w sumie wróciłam do domu z służbową komórką i komputerem ale świadomością, że umowy nie otrzymam. Otrzymałam inną propozycję ponieważ "mam dziecko". I te słowa zabolały najbardziej. Usłyszałam je już dwukrotnie. Wiem, że mam. Nasz Mały Rycerz daje o sobie znać o każdej porze. Nie wiedziałam, że inni również są tak bardzo zaangażowani w rozwój naszego Malca.
     Czy posiadanie dziecka jest jednoznaczne z niezdolnością do pracy? Zawsze myślałam, że polscy pracodawcy boją się młodych kobiet bo mogą w każdej chwili iść na macierzyński,które poprzedzi 8. miesięczne L-4 ale że młodej mamie podcina się skrzydła to dla mnie nowość. 
     Póki co pozostaję w oddziale Bohemii. Propozycja ze strony polskiej nie gwarantuje mi niczego.

fot. Michał     Pamiątkowe podpisy na tablicy

     Kilka miesięcy temu w Polsce trwała walka tegorocznych mam o roczny urlop macierzyński. Dyskutowaliśmy wówczas o tym i byłam zdania, że z dłuższego pobytu w domu skorzystają osoby, które nie będą chciały wrócić do pracy bo np. mało zarabiały czy praca im nie odpowiadała. Jednak są zawody i stanowiska, w których dłuższa przerwa nie jest korzystna. Ponadto osoby dobrze zarabiające również będą preferowały jak najszybszy powrót do życia zawodowego.
      Za chwilę Junior skończy 4 miesiące. Czas mojego urlopu macierzyńskiego minął błyskawicznie. Jestem z siebie dumna, że podobałam obowiązkom będąc sama. Choć czas spędzony w domu był całkowicie poświęcony naszemu Maleństwu (no z wyjątkiem internetu:) - doceniam to. Jednak wciąż mam silne pragnienie realizacji czegoś. Na razie nie odnajduję się jako osoba prowadząca dom. Nie umiem zająć się niczym na dłużej bo Mały potrzebuje mojej obecności. Tęsknię za Czechami, za ludźmi i powietrzem.